artykuły (6)

WIECZNI BATMAN I ROBIN tom 2

Tajemnice z przeszłości powoli wychodzą na światło dzienne, a pościg za nieuchwytną Matką trwa. Czy wszyscy Robini będą w stanie dokonać tego, czego nie osiągnął sam Mroczny Rycerz?

Cassandra, Dick i Harper postarają się pozyskać potrzebne informacje przy pomocy zasobów agencji Spyral. W tym samym czasie Tim i Jason ponownie spróbują zinfiltrować siedzibę Zakonu św. Dumasa i przyjdzie im mierzyć się z Azraelem. Ostatecznie wszyscy spotkają się w jednym miejscu, gdzie na swoim skrzydlatym stworze przyleci Damian Wayne. Bo tak. Bo mają być wszyscy Robini, więc i ten musi zmaterializować się w samym środku pogorzeliska. Niczym feniks czy raczej drozd z popiołu. Poza tym w komiksie cały czas przewija się historia z przeszłości, kiedy to Batman prowadził własne śledztwo w sprawie Matki.

Wieczni Batman i Robin to historia pomocników Batmana z przeogromnym potencjałem. Scenarzyści zdają się rozumieć, że każdy z Cudownych Chłopców ma swoją historię, swój charakter i swoje bardzo indywidualne cechy. Ciekawie podkreślone są one zarówno w ich zachowaniu, jak i w dialogach i jest to zdecydowanie najmocniejsza część tomu. Postaci zdają sobie sprawę, że pomimo dzielących ich różnic muszą działać razem, żeby zapobiec katastrofie. Nawet wspomniany wyżej Damian opuszcza gardę, przestaje być nadętym dzieciakiem i w krytycznej sytuacji motywuje resztę do działania.

Gdyby komiks głównie opowiadał o relacjach pomiędzy byłymi pomocnikami Mrocznego Rycerza, to prawdopodobnie byłabym zachwycona. Ktoś jednak postanowił sztucznie nadmuchać i przeciągać fabułę tego dzieła. Właściwie od połowy tomu mamy coś, co można nazwać „ostateczną walką dobra ze złem”. Co za tym idzie, co chwilę jakiś złoczyńca przedstawia swoją filozofię w długim monologu, a potem przychodzi pora bohatera na zrobienie tego samego. Urozmaiceniem jest kuszenie Harper ciemną stroną mocy, czyli nakłanianie jej do zmiany strony. Czy jednak ktokolwiek wierzy, że to nastąpi?

W sekcji „rysunki i tusz” na początku tomu wymienionych jest aż 21 rysowników. Jako że oryginalnie seria była tygodnikiem, musieli oni pracować w pośpiechu i to niestety widać. Szczególnie polecam rysunki Scota Eatona – to, co robi on z niektórymi twarzami, budzi całkiem szczery uśmiech. Tak brzydkiego Dicka Graysona widziałam pierwszy raz w życiu. Przez chwilę zastanawiałam się, czy jego miejsca nie zajął Clayface, niebędący już dłużej w stanie utrzymać jednego kształtu.

Mam olbrzymi problem z oceną tego komiksu. Zdaje się on wymykać zwykłym osądom, o jakie często jestem proszona. Nie nazwałabym go „złym”, gdyż podobają mi się Robini, podoba mi się także przywrócenie do świata DC postaci Cassandry oraz… Azraela. Ten ostatni będzie świetnie wykorzystany w Odrodzeniu i sprowadzony do czegoś innego niż gościa z płonącym mieczem. Z drugiej strony nie określiłabym tego komiksu jako „dobrego” przez wyżej opisane mankamenty. Myślę, że każdy doskonale wie, czego oczekuje od lektury i od tego zależy, czy Wieczni Batman i Robin przypadną mu do gustu.

Tytuł komiksu: Wieczni Batman i Robin
Numer tomu: 2
Scenariusz: James Tynion IV, Scott Snyder i in.
Rysunki: Scot Eaton, Christian Duce, Tony S. Daniel i in.
Przekład: Marek Starosta
Oprawa: twarda
Liczba stron: 336
Format: 170 x 260
Sugerowana cena detaliczna: 99,99 zł
ISBN: 978-83-281-1999-4
Data ukazania się: lipiec 2017

Recenzowała: M. Chudziak (Blue Bird)

Comments